wtorek, 16 lipca 2013

Atrakcyjne ceny! & Everlasting

Moje Kochane!
Dzisiaj odebrałam kolejną paczkę i w niej masę ciekawych kosmetyków :)
Mam dla Was bardzo atrakcyjne promocje! Zapraszam tutaj: KLIK
Jeżeli macie jakieś pytania zapraszam do kontaktu poprzez formularz po lewej stronie, bezpośrednio przez mejla zolzamalina@gmail.com albo w komentarzach.

W poprzednim zamówieniu wzięłam dla siebie próbkę podkładu EverLasting Foundation. Miałam możliwość już go wypróbować na warsztatach, ale jakoś nie byłam zdecydowana. Inne są odczucia, kiedy można się pomaziać u siebie w łazience, widzieć wszystko we własnym lustrze, niż w Filii, później wyjść na miasto, a po powrocie do domu zobaczyć efekt po kilku godzinach.
Niemądrze zrobiłam, bo oczywiście zamówiłam sobie cały podkład w czwartek, a próbki nie wykorzystałam... do wczoraj.
Trochę czas mnie gonił i znowu bym zapomniała, że miałam użyć EverLasting i zaczęłam się pacykować starszym, kończącym się podkładem z Inglota (swoją drogą bardzo go lubię, ale chyba odcień jest trochę za ciemny, a wzięłam najjaśniejszy z serii). Na szczęście nie rozsmarowałam go po całej twarzy, więc stwierdziłam, że jeszcze zdążę go zastąpić próbką. Zmyłam, nałożyłam krem i zaczęłam szukać próbki. No i zginęłam we własnym pokoju, haha. Przeszukałam wszystkie torebki, biurko, nawet w szufladach, stolik jeden, drugi, kosmetyczkę. Za Chiny nie mogłam sobie przypomnieć gdzie ją położyłam. W końcu znalazłam! Gdzieś tam leżała sobie kremowa próbeczka, przygnieciona stertą kartek. Szybko rozerwałam opakowanie i kontynuowałam malowanie.


No i się zaczęło. Przerażenie, trochę strachu i od razu myśli "po co ja go zamawiałam przed testem, od razu po otworzeniu paczki w biurze zostawię ten podkład w cholerę!". Konsystencja bardzo przypominała mi rozświetlający podkład z Avonu, którego nie skończyłam do tej pory i buteleczka kurzy się gdzieś w łazience. Zrobiłam parę oddechów i na spokojnie  rozsmarowywałam kremową konsystencję. No i znowu pesymistyczne myśli przebiegły mi po głowie, że słabo się rozprowadza, że nie kryje jak powinien, błyszczę się jak księżyc w pełni, po co ja zmazywałam kończącego się Inglota! Dałam parę chwil na utlenienie, poprawiłam strefę T pudrem pyłkowym, podkreśliłam różem kości policzkowe. Było o pół nieba lepiej, bo  na pewno nie całe. Nie wiem czy przez sztuczne światło w łazience wydawało mi się, że jestem blada jak ściana. Może przez ten pierwszy szok faktycznie zrobiłam się blada :P Wyskoczyłam do toaletki, obejrzałam się w dziennym świetle i było w miarę ok. Nie miałam czasu na kolejne zmazywanie, więc wytuszowałam oczy, maznęłam trochę pomadki i zeszłam do kuchni, żeby sięgnąć po opinię mamy. Mamo, zobacz na moją twarz, wygląda normalnie? W miarę naturalnie? - spytałam i dostałam odpowiedź, że jest fajnie, naturalnie i kolor całkiem dobrze komponuje się w mój odcień cery. Meeega mi ulżyło, serio. Znowu poszłam do lusterka i  znowu wyglądałam o 1/4 nieba lepiej niż na początku (to już w sumie 3/4 nieba :D).
Zaryzykowałam i wyszłam z domu z tym czymś na twarzy. Nie czułam na twarzy kompletnie nic, żadnego uczucia ciężkości ani tłustych miejsc.
Kiedy wróciłam i spojrzałam w lusterko efekt utrzymywał się całkiem nieźle, ale nie idealnie. W niektórych miejscach zauważyłam smugi, ale to raczej dlatego, że przerażenie wzięło górę i nałożyłam sobie taką masę specyfiku, że nasiąknęłam jak gąbeczka. Mimo wszystko nie było efektu maski - wielki plus! Wieczorem, a raczej w nocy, kiedy chciałam zrobić demakijaż cała "tapetka" nadal była obecna. Taki efekt już dopuszczałam do myśli, bo nie pudrowałam noska od momentu wyjścia z domu, ale o zmycie podkładu musiałam sie bardzo postarać.
Dzisiaj na spokojnie wycisnęłam końcówkę próbki i jak zazwyczaj się pomalowałam. Już bez żadnych czarnych myśli stwierdziłam, że podkład jednak prezentuje się całkiem dobrze i nie będę go odsyłać jeżeli masa w buteleczce nie będzie się znacząco różnić od próbki. Chyba po prostu znalazłam dobrze dobrany kolor i się wystraszyłam własnego odbicia, haha. :D
Pełnowymiarowy produkt przyszedł i nadal leży w paczce, trochę boję się go wyciągać. Będą dwa wyjścia: albo zostanie ze mną na zawsze albo wyślę go na wieczną wycieczkę do Oriflame i nigdy już go nie zamówię.
Recenzja za jakiś czas.
Stay tuned!

Edit: Uwielbiam Bloggera i to, że zapisuje każde słowo. ♥ Przez przypadek cofnęłam stronę i zamarłam, że straciłam całą notkę.


6 komentarzy:

  1. Nie miałam jeszcze tego kosmetyku ale brzmi ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przetestować chociaż próbkę :)

      Usuń
  2. HAHA-recenzja na podstawie próbki, no faktycznie świadczy o tym jaja z Ciebie testerka. Załóż bloga próbkowego, tam się będziesz mogła wykazać w temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten post jest opisem pierwszego wrażenia o podkładzie. Wyraźnie napisałam, że recenzja produktu będzie za jakiś czas. Zapraszam do czytania ze zrozumieniem całego bloga.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. No, ale po czym wnosisz, że ja czytam bez zrozumienia? Nic nie wspominam, że czegoś nie rozumiem.
      Jest napisane w nagłówku testerka i wpis o próbce, o które piszesz i piszesz, co nawet nie stwarza pozorów opisu pierwszego wrażenia, no ja przepraszam bardzo, smiech na sali pisać na temat probki, majac ponoc produkt pełnowymiarowy. Twój blog, Twoja sprawa, no ale bez względu czy to pierwsze, czy srodkowe wrazenie to sa jaja. Jeśli będzie więcej sensownych wpisów to na pewno zajrzę, ale "czytanie ze zrozumieniem całego bloga" jak na razie jest zbędne, bo nie ma prawie o czym czytać. Dziękuję za pozdrowienia i pozdrawiam również :)

      PS Widać niewiele masz do powiedzenia blokując możliwość dodawania komentarzy, więcej dystansu do siebie i elokwencji w wypowiedziach :)

      Usuń
    3. Kochana Ariadno, wnoszę po Twoim komentarzu, innego wyjścia nie mam.
      Racja, jest napisane "Testerka Oriflame", czy opisuję coś niezwiązanego ze mną lub Oriflame? Tak jak sama zauważyłaś mogę napisać o wszystkim co chcę, a głównie o tym co z Oriflame jest związane, nawet o najmniejszej próbce zapachu, bo w końcu do tego są stworzone. :) Jak najbardziej rozumiem Twoje rozczarowanie tą notatką, każdy może mieć inny punkt widzenia i interpretację. Cieszę się, że jesteś i wyrażasz swoją opinię. :)
      W odpowiedzi na postscriptum: Przypomniałaś mi o rzeczy, którą dawno miałam zmienić. O wiele milej odpisuje się osobie, której można chociaż określić rodzaj rzeczownika, a tym bardziej imię. Jeżeli chcesz coś więcej napisać na temat mojej osoby zapraszam na spotkanie we Wrocławiu przy Włodkowica 10a, a później na kawę lub soczek. Kontakt znasz :)

      Usuń